Zaznacz stronę

 (Tutaj można przeczytać dlaczego udostępniam to wideo).

Kiedy przeprowadziłem się po latach ze Stanów do Polski zacząłem pisać nowy typ muzyki…

Zobacz video tutaj (tylko 1 minuta).

Myślę, że wam się spodoba. Niektórzy go już mieli okazję obejrzeć.

A jeśli chcesz poznać całą historię, czytaj dalej…

Kiedy przeprowadziłem się po latach ze Stanów do Polski zacząłem pisać nowy typ muzyki. Co najciekawsze, jako pierwsza zauważyła to osoba, po której się tego nie spodziewałem. Zupełnie mnie tym zaskoczyła.

Była to moja profesor kompozycji Tania Leon… ćwierć Kubanka, Afrykanka, Hiszpanka i Chinka. (Jeśli nikt o niej nie słyszał to zrozumiałe. Mieszka w Nowym Jorku. Jest jedną z mala kobiet, której udało się dyrygować dużymi orkiestrami na świecie, nominowanej kilkakrotnie na pulitzer prize i grammy).

Na jednej z lekcji, przeglądała mój nowy… jeszcze nie skończony utwór… i zaczęła go sobie nucić. Umiała bezbłędnie czytać głosem z nót. Nie musiała podchodzić do fortepianu aby usłyszeć co jest zapisane w partyturze.

Nagle mówi…

“Martin, wiesz, ten temat brzmi jakby był z miejsca skąd pochodzisz. Słysze w tym trochę Bartoka… Dworzaka…”

Bardzo mnie tym zadziwiła, bo szczerze mówiąc nie bardzo byłem osłuchany z tą muzyką.

Interesowałem się wcześniej bardziej Debussym, Ravelem…

Jako gitarzysta na początku grałem sporo Bacha. Potem wciągnęła mnie muzyką brazylijską, argentyńska, flamenco i dżez (nie mówiąc o etapie heavy metalowym).

I szło mi dobrze… wielu rodzimych latynoamerykanów, z którymi grałem w Nowym Jorku myślało, że jestem jednym z NICH (zanim dowiedzieli się, że jestem stuprocentowym wschodnio-europejczykiem).

Może sobie teraz myślisz:

“Martin, no dobrze, ale dlaczego mi o tym opowiadasz?”

Więc kiedy Tania zauważyła w mojej muzyce coś za czym nigdy nie podążałem i co nie musiałem z trudem się uczyć, uświadomiłem sobie, że człowiek ma w sobie zapisane pewne rzeczy z miejsca, w którym dorastał – czy tego chce czy nie – które przychodzą mu łatwo i naturalnie.

Na drugiej stronie, często interesują nas rzeczy, których nie mamy na co dzień… być może jako bardziej warte uwagi, lepsze, ciekawsze lub bardziej ekskluzywne.

I w tym samym momencie może kompletnie przeoczamy to coś unikatowe co zawsze było w nas.

Widzimy to dopiero wtedy, kiedy dostrzegają to inni… ponieważ interesujące jest dla nich również to, czego sami nie mają.

Więc tutaj można posłuchać i zobaczyć trochę muzyki, która ma korzenie w miejscu, z którego pochodzę… (wskazówka: proszę nie dać się zmylić dziwnym tytułem widea – poprzedni oryginalny tytuł to “Mgła nad górskimi urwiskami”).

Milego dnia!

Martin

P.S. Jeśli nie czytałeś aktualizację, którą wysłałem w zeszłym tygodniu, możesz przeczytać ją tutaj.

Pin It on Pinterest

Share This